Często pytacie co u nas?
Więc…
Było o trudnościach w prowadzeniu hodowli… o nieudanych ciążach i o tym, że nie zawsze idzie tak jak byśmy bardzo chcieli…
A teraz przyszedł czas opowiedzieć Wam o ….
… o tym jak nasz Bandzio oszukał przeznaczenie.
Jest niedziela, 31 maja jak zwykle z rana psy odpoczywają po porannych spacerach by mogła wlecieć micha, po której również mamy zasadę braku aktywności.
I tak było tym razem… dzień jak codzień bez jakiś udziwnień czy zmiany nawyków.
Jakieś pół godziny po śniadaniu Bandziu zaczął się dziwnie zachowywać… był nerwowy, wył, ślinił się …a naszym oczom, a raczej Starego ukazał się jakoś dziwnie wyglądający brzuch Bandziorka – dokładnie to był wypuklony na jedną stronę…
Szybkie macanko, brzuch jak skała więc bez większego zastanowienia Stary zachowując zimną krew wpakował chłopaka do auta…
po drodze telefon do naszego weta…
nie odbiera…
nie pytajcie co mieliśmy w głowie tym bardziej, że była niedziela i znalezienie kogoś w pobliżu na cito graniczyło z cudem..
Po paru minutach dr Huber oddzwania..
na całe szczęście, a my już prawie pod gabinetem..
Badanie wykazało dość mocny skręt żołądka … niestety nie wiedzieliśmy czy wdała się martwica czy też nie…
W ciągu pół godzinki – choć wydawało się to jak wieczność Bandziu znalazł się na stole operacyjnym…została usunięta śledziona i wykonany zabieg gastropeksji, czyli chirurgiczne przyszycie ściany żołądka do powłok brzusznych, która zapobiega kolejnym rotacjom.
Brak martwicy, co mimo całej tej sytuacji było dobrym znakiem.
Następny tydzień to były codziennie kontrole, kroplówki, leki i ścisła dieta..
Co się stało?
Czy popełniliśmy jakiś błąd?
Te pytanie niezmiernie krążyły mi w głowie… i tak naprawdę do dnia dzisiejszego nie potrafę na nie odpowiedzieć i znaleść przyczyny 😞
Bandziu to pies mega spokojny, nie biega jak wariat z resztą stada, on woli poleżeć obok swojego wielkiego głazu, nie je łapczywie, ani w dużych ilościach ponieważ dzienne pożywienie ma podzielone na dwa posiłki jak i reszta stada..
Odpoczynek przed i po jedzonku to u nas rygorystyczna rutyna, która nie podlega żadnym zmianą.
Na całe szczęście od tego czasu minęło już 5 tygodni, Bandziu odzyskał siły, je i po tamtym feralnym poranku nie ma już śladu (no prawie).
Brak śledziony póki co nie przeszkadza mu w normalnym funkcjonowaniu, dzięki czemu my i reszta stada (bo to najlepszy wujo ever) możemy dalej cieszyć się wspólnymi chwilami ..
A na koniec..
Życzymy ogrom zdrówka dla Was wszystkich i oby nigdy nikomu nie przydarzyło się nic podobnego.. a jeśli już by było to szczęścia tyle by wyjść z tego bez większych problemów ..
Trzymajcie się i dbajcie o siebie wzajemnie 🍀
Lord Vader WolfRock z najmłodszymi 🧿

